Dryf wiatrów zachodnich

Sobota. Drugi dzień wyprawki. Po śniadaniu szybko przygotowuję zupę marchwiową z imbirem i pomarańczą, po czym pakuję się na krótki wyjazd w okolice Kalisza. Słońce dodaje mi animuszu, więc postanawiam zafundować sobie godzinny test szybkościowy 🙂 Po przejechaniu 28 km jestem w Kaliszu. Chwilę kręcę się po starej części miasta fotografując. Do Gołuchowa wracam od południa, bo chcę zobaczyć miejsca, które dzień wcześniej przejeżdżałem nocą.

Resztę dnia wypełnia spotkanie w gronie znajomych osób, smakowita degustacja pierdyliardu dań oraz długi seans zdjęciowy z rowerowych wypraw po bezdrożach Bałkanów, Albanii, Armenii, Iranu … Bawimy się zacnie i godnie 😉

Niedziela wita szarym zaokiennym chłodem. Lekko mży, trochę wieje, czyli bez zmian: pogoda wyraźnie nie rozpieszcza. Śniadanie, szybkie pakowanie i krótkie pożegnanie z ekipą. Wyjeżdżam ok. 10 z planem dojechania na wieczorny pociąg z Wrocławia do Krakowa. Jadę w kierunku południowo-zachodnim, więc przez cały dzień towarzyszy mi boczny, zachodni wiatr. Kilka skrótów i objazdów większych miejscowości przynosi niespodzianki w postaci szutrów i brukowanych dróg. W okolicach Twardogóry pojawiają się pierwsze hopki i trochę lasów. Od 15-stej robi się wyraźnie cieplej i na chwilę wychodzi słońce. W końcu Wrocław i godzina czekania na IC do Krakowa. Na dworcu spotykam Żubra i razem wracamy do domu.

Dodaj komentarz