Objazd fragmentów „trasy kandydatki” do Maratonu Podróżnika 2017

Wizyta na dworcu kończy się niemiłym rozczarowaniem: IC ma ponad 60 min spóźnienia. Oddaję bilet, pobieram druki reklamacji i kupuję nowy bilet na Regio do Tarnowa. Kwadrans do odjazdu zleciał szybko, pociąg ruszył, a ja gdzieś za Wisłą odpłynąłem w mocny sen. Ukołysany wybudziłem się dopiero przed Brzeskiem. Dreszcze. „Oj, napiłbym się kawy”. Szczęśliwie słońce zdążyło dźwignąć się już ponad okoliczne górki. Wysiadam na stacji Tarnów-Mostowice. Rześkie trzy oddechy. Zostawiam buffa na szyi i ruszam. Droga do Pleśnej jest prawie pusta. Ciepłe, nagrzane fragmenty pozwalają zapomnieć o wietrze. W końcu podjazd na wzgórza ze wsią Rychwałd, na którym można się solidnie rozgrzać. Całość (4.6km, 195m, 4%) wciągam ze średnią prawie 17km/h i na dużej tarczy z przodu. Mocy przybywaj! 🙂 Nim zacznę zjazd zatrzymuję się by zrobić zdjęcie …

Rychwałd - widok ku południowemu-zachodowi.

Rychwałd – widok ku południowemu-zachodowi.

Na zaplanowaną trasę Maratonu Podróżnika ad 2017 wjeżdżam w Ciężkowicach. Chwilę kręcę się po ryneczku, odwiedzam okolice kościoła, przegryzam kanapkę. Mijam aptekę i bardzo stromym zjazdem kieruję się na Ostruszę. Asfalt raz lepszy, raz gorszy pnie się lekko ku górze. Krótkie ścianki, płaskie proste i znów w górę.  W Ostruszy mijam rozległy kamieniołom. Szkoda, że nie można się tu wspinać – zarastający pomnik przyrody nieożywionej.

Ostrusza - kamieniołom przy drodze.

Ostrusza – kamieniołom przy drodze.

Podjazd pod Turzę; 100 m różnicy wysokości i średnio 4% . Podobnych do niego na trasie Maratonu jest kilkanaście. W mega skali, „pogórski profil” trasy przypomina więc „interwałową tarkę”, na której mocni górale powinni nieco nadrobić. Warto jednak pamiętać, że Pogórze Ciężkowickie to dopiero wstęp przed górami, gdzie czekają w kolejce i w równych odstępach: sztywny podjazd pod Bieśnik, krótka, ale ostra Wawrzka z Ropy i Przełęcz Małastowska. Równa jazda w pierwszej fazie Maratonu może okazać się więc bardziej zyskowna, niż ułańskie szarże.

Dalej planowałem puścić trasę przez pasmo Pustek nad Łużną, ale niestety nieznany mi fragment okazał się być szutrem, owszem malowniczym i śmiało forsującym wzniesienie od północnego-wschodu, ale jednak nie nadającym się dla rowerów szosowych. Mi, na oponach 42 mm sprawił masę przyjemności … Jeśli trasa wygra w ankiecie, trzeba będzie zmodyfikować jej przebieg na tym odcinku.

Pustki - szuter.

Pustki – szuter.

W Łużnej porzucam trasę MP (ta zmierza do Szalowej, skąd forsuje pasmo Bieśnika) i drogą 979 szybko dojeżdżam do Zagórzan i doliny Ropy. Wspinam się na niewielkie wzniesienia i łapiąc boczny wiatr kieruję się na Lipinki. Po prawej piękne pasmo Magury Wątkowskiej, przede mną całkiem stroma hopka, po której szybko zjeżdża się na północ. Jestem znów na trasie MP 2017. Fajny fragment, najpierw kilka górek, potem zjazd do doliny Ropy – szybkie 10 km, po których zaczyna się jeden z piękniejszych odcinków wiodący przez Skołyszyn, Szerzyny po Ryglice. Wąskie asfalty, sporo lasów, strome, choć krótkie podjazdy i rozległe widoki, które towarzyszą non-stop przez 22 km – Pasmo Brzanki ma sporo dobrego do zaoferowania 😉

Pasmo Brzanki

Widoki z Pasma Brzanki.

Jeszcze krótki podjazd do Gilowa i zaczyna się „zjazd” w dolinę Wisłoki. W Jodłowej wielki drewniany kościół błyszczy w słońcu. Zatrzymuję się na chwilę, by zjeść zerwane wcześniej jabłka. Wieje coraz mocniej, więc na pasie ddr przy krajowej 73-ce do Pilzna, muszę się mocniej skupić. Na szczęście to krótki odcinek; nie jest w najlepszym stanie technicznym. Zawijam do knajpy w której planujemy zorganizować punkt żywieniowy – spora sala, trzy toalety, przed wejściem ławki i kilka parasoli. Obok sklep. Rozglądam się. Miejsca tu nie brakuje, może uda się nawet wydzielić część przestrzeni na leżaki?

W Pilźnie porzucam trasę MP (odbija na północ) i skręcam w dolinę potoku Dulcza: Łęki Górne, Szynwałd, Skrzyszów. Leciał tędy Maraton w 2016 r. Do Tarnowa dojeżdżam na tyle wcześnie, że niemal natychmiast łapię się na regio do Krakowa. Ciesząc się z rychłej wizji obiadu wpatruję się w zaokienny krajobraz. Zamazany pierwszy plan. Akomoduję oko, by wyłapać jakieś zarysy obrazu. Halucynacje-pulsacje. Marzy mi się wyprawa …

 

Dodaj komentarz