PowerBUG ładowarka rowerowa USB – test

Do czego służy ładowarka rowerowa i jak przebiegały testy?

Ładowarka PowerBug służy do ładowania urządzeń elektrycznych, za pomocą prądu generowanego przez dynamo rowerowe. Na wydajność ładowarki, poza jej parametrami technicznymi wpływ ma wiele czynników, od średnicy koła począwszy, przez średnią prędkość jazdy, po model dynama. Nie bez znaczenia jest również rodzaj urządzenia, które ładujemy: telefon, dedykowana nawigacja rowerowa, powerbank, bateria aparatu fotograficznego. Nie wnikając specjalne głęboko w szczegóły techniczne, zanim opiszę własne spostrzeżenia z korzystania z PowerBuga nadmienię tylko, że:

  • do testów wykorzystałem dynamo Shutter-Precision PD-8 (6V3W) na którym zaplecione mam koło 28″,
  • obserwacje ładowania prowadziłem na odcinkach 100 km, które starałem się przejechać z równą prędkością średnią: 20 km/h, 22km/h i 25km/h.
  • testowałem dwa modele PowerBuga: zakupiony wiosną egzemplarz, pozostający obecnie oficjalnie w sprzedaży, z którym w ciągu 4 dni przejechałem ok. 1200 km oraz otrzymany od producenta do testów, prototyp o nazwie „Smart”, z którym mam przyjemność jeździć, od miesiąca czasu,
  • w ramach testów wykorzystałem telefon Samsung Galaxy S3, z baterią 2100 mAh (jazdy zaczynałem przy 100% naładowania baterii), działający pod Androidem 4.0, z wyłączonymi wszelkimi procesami, z wyjątkiem systemowych, bez karty sim, ale z włączonym gps, trybem oszczędnym, trybem samolotowym i oszczędnym podświetleniem ekranu (minimum albo automatyczne dopasowanie do oświetlenia tła),
  • do nawigacji wykorzystywałem aplikację BikeComputer Pro (mapy offline, ekran aktywowany/podświetlany po dotknięciu i jedynie na 15 s, po których przyciemnia się automatycznie), zaś z ekranu telefonu, a tym samym map korzystałem tak, jak dotychczas, czyli jedynie w chwilach gdy potrzebowałem sprawdzić kierunek jazdy (skrzyżowania, skręty, rozwidlenia dróg, etc.),
  • ekran telefonu pracował w następujących „trybach”: przyciemniony albo wyłączony całkowicie – oryginalny PowerBug, przyciemniony lub włączony – nowy PowerBug,
  • w ramach testów wykorzystałem również powerbank 2100 mAh, oferowany obecnie przez producenta przy zakupie ładowarki,
  • w dalszej części tekstu wykorzystałem również wyniki testów ładowania, jakie przeprowadził kolega Wilk (różne ładowarki, koło 28″, dynamo Son Delux, miernik portu USB KEWEISI KWS-V20).

Montaż ładowarki

Instalacja ładowarki PowerBug jest bardzo prosta. Producent dostarcza m.in. złączkę, za pośrednictwem której wpinamy ładowarkę oraz, na przykład lampę, do dynama (pasuje do Shimano i Shutter-Precision), trytytki do przymocowania kabli do przedniego widelca oraz dwa małe rzepy do naklejenia na urządzeniu i ramie roweru (pomocne przy mocowaniu ładowarki na rowerze). Nowa wersja urządzenia jest nieco mniejsza niż oryginał, a cały zestaw waży niecałe 70 g (68 g).

Zawartość pudełka: ładowarka, kabelek 15 cm usb-mikro usb, trytytki, rzepy. Na zdjęciu brak powerbanku – vide https://powerbug.pl/#how-it-works

Instalację zaczynamy od ściągnięcia izolacji z kabelków i ew. połączenia ich z analogicznym kompletem kabli od lampy (ja splotłem w dwie wiązki, kabelki z PowerBuga i lampy Supernova E3 PRO). Kabelki wkładamy w dostarczoną wtyczkę i zawijamy je wprowadzając, do dwóch rynienek. Nakładamy zatyczkę.

Całość izolujemy taśmą, po czym prowadzimy oba kable (z lampy i ładowarki) wokół widelca. Wystarczą 3 obwody, w zależności od długości kabla od lampy (ten od ładowarki jest wystarczająco długi). Mając odmierzoną na widelcu odpowiednią długość kabla, mocujemy go do widelca za pomocą trytytek. Na koniec wpinamy wtyczkę do dynama.

Pozostaje jeszcze kwestia umieszczenia ładowarki w jakimś poręcznym miejscu. Ja na ogół chowam ją w torbie na ramie, albo w małej torebce montowanej na kierownicy.

PowerBug schowany w małej torebce na kierownicy. Widoczne gniazdo USB (z zaślepką) oraz podłączony kabelek do ładowania telefonu/nawigacji gps.

Testy

PowerBug – model dostępny w sprzedaży (stan na lipiec 2018 r.)

„Test” zacząłem od bezpośredniego ładowania telefonu, a więc sprawdzając opcję „podtrzymania” stanu naładowania baterii telefonu. Po 100 km przejechanych ze średnią 22km/h, w czasie brutto 5h15min (dwa postoje ze śniadaniem) bateria telefonu rozładowała się do stanu 55%. W tym czasie okazjonalnie sprawdzałem kierunek jazdy, a ekran telefonu był na ogół całkowicie wyłączony.

Prądnica zaczynała ładować przy prędkości ok. 9-10 km/h (zapalała się dioda ładowania w telefonie). W trybie „przyciemnienia” ekranu ładowanie zaczynało się od prędkości 15 km/h.

Sądzę, że gdybym kontynuował jazdę przez kolejne 100 km, z podobną średnią, to telefon rozładowałby się do poziomu ok. 5-10% baterii. Postanowiłem jednak sprawdzić jak działa powerbank i ten naładował telefon (działający na tych samych zasadach, czyli włączany okazjonalnie) od 55% do 100% w 40 min. W trakcie zasilania telefonu z nawigacją prądem z powerbanku, prądnica ładowała drugi telefon z kartą sim (galaxy s4, w normalnym trybie, bez transmisji danych). W czasie 40 min bateria samsunga s4 doładowana została o 5% – jechałem z tą samą średnią ok. 22km/h.

Na 140 km trasy, mając całkowicie naładowany telefon z nawigacją (sg3) do ładowarki podpiąłem powerbank, z którego zeszło na ładowanie 45% objętości baterii (w uproszczeniu). Tak więc przez kolejne 100 km z pierwszego dnia (przejechałem łącznie 240 km) ładowany był powerbank, który zasygnalizował (na czerwono) ładowanie przy prędkości 8-9 km/h. Ile tego prądu weszło nie mogę dokładnie powiedzieć – myślę, że było to ok. 70% jego objętości (powerbank nie ma wskaźnika naładowania). Powerbank całkowicie rozładowałem w połowie następnego dnia, gdy ładowałem nim baterię sg3 (z 50% do 100%) i potem doładowując nim jeszcze ok 30%.

Zupełnie inaczej wyglądało ładowanie podczas maratonu, gdy wzrosła średnia jazdy. Po pierwszych 100 km (średnia z jazdy 27.8 km/h) bateria telefonu z nawigacją (ten sam tryb użytkowania co opisany powyżej) wciąż naładowana była w 82%. Po kolejnych 100 km (średnia z jazdy dla 200 km ok. 25 km/h) stan baterii wyniósł 50%. Na ostatnich 121 km rozładowałem baterię telefonu do 5%, ale trzeba pamiętać, że przez ponad 70 km jechałem z włączoną lampą Supernova. Ostatecznie więc, tryb podtrzymania baterii telefonu dla trasy 321.16 km, przy średniej z jazdy 24,2 km/h, czasie jazdy 13h:17min:42s i łącznym czasie brutto 15h07min skończył się na 5% baterii 2100 mAh. Podczas jazdy z włączoną lampą telefon wciąż się ładował (zapalona dioda ładowania).

Z pewnością wydajność ładowania spadłaby drastycznie gdybym bardziej aktywnie (częściej) korzystał z włączonego ekranu telefonu.

Przy stale włączonym ekranie telefonu samsung galaxy s3, nawet przy jego minimalnym podświetleniu ładowanie nie następowało!

Pamiętajmy, że to 4-calowy ekran, więc przy większych ekranach nowszych modeli, które posiadają specyficzne i większe wymagania względem prądu ładowania, PowerBug z pewnością nie pozwoli na efektywne podtrzymanie baterii telefonu.

Wydaje się, że PowerBug bez problemu ładowałby dedykowane do nawigacji rowerowej urządzenia, które mają mniejsze wymagania energetyczne niż smartfony.

 

PowerBug – nowy model („Smart”, lipiec 2018 r.)

Moje pierwsze wrażenia po kilku wyjazdach z nowym modelem PowerBuga są takie, że prądnica znacznie lepiej radzi sobie z ładowaniem telefonu.

Końcem lipca powtórzę testy podczas maratonu Karpacki Hulaka, ale na podstawie dotychczas odbytych jazd wygląda to tak, że po 100 km, przejechanych ze średnią 24.5km/h (jakieś 1300 m podjazdów), w czasie brutto 4h:20min (dwa postoje), bateria telefonu zjechała z 95% do 78%.

To całkiem przyzwoity wynik, zważywszy na fakt, że ekran telefonu był cały czas włączony, a ładowanie następowało przy włączonym ekranie już od 12 km/h, a przy wyłączonym ekranie dioda ładowania zaczynała świecić się już przy 9 km/h.

Dla porównania stara wersja PowerBug-a, nie ładowała testowego samsunga s3 przy włączonym ekranie! Przy bardzo oszczędnej jeździe z wyłączonym ekranem i sporadycznym wyświetlaniu mapy, bateria telefonu, choć wciąż jest drenowana z energii, jest już ładowana prądem, który choć nie w pełni, ale znacząco pokrywa zapotrzebowanie telefonu na prąd.

Drugi test na dystansie 118 km wykonałem podczas spokojnej jazdy ze średnią 21 km/h. W trakcie 6h56min (wiele postojów, telefon cały czas włączony) bateria telefonu Samsung Galaxy S3 o pojemności 2100 mAh rozładowała się od stanu 99% do 19%.

Nowy PowerBug nie ma tendencji do przegrzewania się. Owszem wydaje się być nieco bardziej ciepły niż oryginał, ale jak dla mnie urządzenie wciąż pozostawało raczej ciepłe, niż gorące.

Szkoda, że kabel który wychodzi z ładowarki pozostał tej samej długości (1 m) – możliwość wyboru przy zakupie, wersji długi/krótki kabel było by, fajną opcją.

Uzupełnienia:

10.08.2018

Wyniki ładowania telefonu Samsung Galaxy S3, podczas maratonu Karpacki Hulaka 2018 r.  (nieco ponad 600 km, 34h brutto) były zbliżone, do tych jakie notowałem dotąd dla średniej 22 km/h na 100 km. Dużo gór i podjazdy na których prędkość jazdy spadała <10 km/h złożyły się na spore straty energii. Sprawdziła się metoda ładowania i jazdy wg schematu:

21.08.2018

Wczoraj wieczorem zamieniłem telefony na wieczorną jazdę, tzn. nawigowałem na Samsungu Galaxy S4 (gt-90506, chodzi na andku 5.01), zamiast na SG s3.

Telefon był w trybie samolotowym i oszczędzania energii, wyłączone wszystkie apki w tle. Program do nawigacji, bez zmian, czyli BikeComputer Pro, wygaszanie ekranu po 15s, podgląd trasy co jakiś czas (przed skrzyżowaniami), podświetlenie ekranu w telefonie ustawione na automat – przy jeździe nocą, efekt jest taki, że nie razi w oczy przy aktywowaniu podświetlenia (pacnięcie palcem w ekran), a po automatycznym ściemnieniu się ekranu po 15 s i tak widać ślad.  Ładowanie z nowego PowerBuga, prądnica Shutter Precision PD-8.

Efekt?

No i tu pełne zaskoczenie! W ciągu 69 minut jazdy, ze średnią 26,6 km/h telefon naładował się z 90% baterii do 100%, po czym zgłosił konieczność odpięcia kabla 🙂 To kompletnie inne wyniki przy jeździe na podtrzymaniu baterii, niż notowałem dotąd na Samsungu Gs3! Dotychczas przy średniej ok. 25km/h bateria SGs3 powoli, ale jednak się rozładowywała. Wczoraj, po wyczerpaniu baterii do 80% znów podpiałem ładowarkę i ponownie do 90% wbiłem w ok. 73 min jazdy (średnia wyniosła ok. 25,5 km/h). Przypominam, że kolega Wilk w swoich testach monitorował ładowanie na poziomie 481 mAh przy średniej 25 km/h.

Wnioski
– muszę kupić/pożyczyć miernik ładowania usb, by sprawdzić jakie prądy daje mój PowerBug,
– wyniki ładowania uzyskiwane dla konkretnego modelu telefonu, nie muszą być powtarzalne dla innych modeli, nawet jeśli pozostałe parametry testu pozostają niezmienne (prędkość, tryb pracy telefonu etc.)
– uzyskane dla trybu „podtrzymania baterii” różne wyniki dla obu modeli telefonów, mogą być związane z zastosowaną w nich technologią ładowania(?), typem/wiekiem baterii (?)

Jak PowerBug wypada na tle innych ładowarek?

 

Ładowarka Maksymalny ładunek elektryczny dostarczany przy średniej prędkości 22 km/h Maksymalny ładunek elektryczny dostarczany przy średniej prędkości 25 km/h
PowerBug 246 mAh 301 mAh
PowerBug Smart 440 mAh 481 mAh
Kemo 372 mAh 408 mAh
B&M Lumotec IQ2 Luxos U 380 mAh 406 mAh
B&M E-Werk 506 mAh 604 mAh

Powyższe wyniki pochodzą z pomiarów dokonanych przez kolegę Wilka i szerzej prezentowanych w jednym z wątków, na forum podrozerowerowe.info. Cóż z nich wynika? Na przykład to, że jadąc z prędkością średnią 22km/h potrzeba nieco ponad 20 godzin, by naładować powerbank o pojemności 5 000 mA, o ile korzystamy z oryginalnego PowerBuga (5000 mA/246 mAh = 20,3h). Nowy model jest bardziej wydajny i ten sam powerbank naładuje w nieco ponad 11 godzin (5000 mA/440 mAh = 11,36h). Czasy te ulegają skróceniu wraz ze wzrostem średniej prędkości jazdy.

Testy które przeprowadziłem, jak i wyniki powyższych pomiarów pokazują, że nowa wersja PowerBuga jest nieomal, dwukrotnie bardziej wydajna niż oryginał. Urządzenie co prawda wciąż dostarcza zbyt mało prądu, by podtrzymać stan baterii włączonego telefonu z nawigacją, ale przy oszczędnym korzystaniu z telefonu, zwłaszcza gdy jest to mniej zasobożerny, starszy model (Samsung Galaxy s3, 4 calowy ekran), PowerBug w zupełności wystarcza do tego, by korzystać z niego podczas turystyki rowerowej.

Nowe modele telefonów, o większych ekranach, wyposażone w systemy szybkiego ładowania, wciąż stanowią wyzwanie dla nowego PowerBuga, który praktycznie nie pozwala na ich ładowanie (nawet przy wyłączonym ekranie, ładowanie zaczyna się dopiero przy prędkościach 28-30 km/h). 

Warto pamiętać o tym, że w zestawie otrzymujemy mały powerbank (2100 mA), którym możemy doładowywać telefon, by  potem ładować go wprost z dynama.

Tryb pracy ekranu w telefonie Samsung Galaxy S3 Oryginalny PowerBug – prędkości od których zaczyna się ładowanie Nowy PowerBug „Smart” – prędkości od których zaczyna się ładowanie
ekran wyłączony 9-10 km/h 9 km/h
ekran maksymalnie przyciemniony 15 km/h 9 km/h
ekran włączony brak ładowania telefonu 12 km/h

 

Sytuacja diametralnie zmienia się na plus, przy wykorzystaniu dedykowanych nawigacji rowerowych (Garmin, Wahoo, Sigma, Karoo). Urządzenia te pracują na ogół 12-16 h na własnym zasilaniu i potrzebują znacznie mniej prądu, niż telefony podczas ładowania. W takim układzie np. telefon o baterii 3000 mA, po całkowitym wyłączeniu, powinien zostać naładowany w niecałe 7 godzin (3000 mA/440 mAh = 6,8h). Oznacza to, że dysponujemy dużą „samowystarczalnością energetyczną” podczas wypraw rowerowych, czy ultramaratonów rowerowych, posiadamy bowiem cały czas naładowaną nawigację oraz odpowiedni zapas prądu, dla pracy telefonu.

Podsumowując

Uważam, że nowa wersja PowerBuga zasługuje na uznanie i zakup. Na plus przemawia bardzo dobry stosunek ceny urządzenia do jakości jego wykonania oraz nowych osiągów. Mam nadzieję, że nowy PowerBug szybko wejdzie do produkcji, a cena pozostanie na atrakcyjnym poziomie. Niewątpliwie przydałaby się wersja z krótszym kablem usb – obecnie ten 1 m kabla, to zdecydowanie zbyt wiele! Być może producent pokusi się o  pewną modyfikację samego urządzenia, tak, by gniazdo usb umiejscowione zostało w wodoszczelnej obudowie samej ładowarki. Do pełni szczęścia brakuje, w mojej ocenie, już całkiem niewiele. 550-600 mAh przy średniej 22 km/h uczyniłoby z PowerBuga produkt, który śmiało mógłby konkurować z najbardziej wydajnymi ładowarkami dostępnymi na rynku. Większa wydajność ładowania, jest niezbędna, by uznać ten produkt, za odpowiedni dla użytkowników, nowych modeli telefonów. 

Dodaj komentarz