Rękawice

tnf_22

W ramach wstępu

Nie od dziś wiadomo, że dobór odpowiedniego sprzętu do typu wykonywanej aktywności górskiej, to bardzo ważny element nad którym chcąc nie chcąc musimy się pochylić na początku naszej przygody ze wspinaniem zimowym w górach. Po kilku sezonach wciąż mam problem z wyborem i zakupem idealnego zestawu rękawic, który zapewniłby mi maksimum komfortu cieplnego, ochronę przed wilgocią, przy jednoczesnej wysokiej sprawności i poręczności podczas wspinania, czy operacji sprzętowych. Na pewno wiele zależy nie tylko od naszych osobistych predyspozycji, jak choćby odporność na zimno, ale i specyfiki dróg wspinaczkowych na które się wybieramy. Podstawowa trudność przed jaką stałem ja, gdy zaczynałem wspinać się zimą w Tatrach sprowadzała się do tego, że wiedząc iż szybko marznę w palce, nie wiedziałem w jaki sposób zjawisko to nasili się, czy spotęguje podczas wspinania. Mój „debiut” przypadł na wybitnie zimny (-150C), acz słoneczny i raczej bezwietrzny styczniowy dzień, podczas którego konkretnie zmarzłem w palce, zwłaszcza na pierwszym wyciągu. Nadmierne ściskanie dziab, w lekko przyciasnawych rękawiczkach skutecznie ograniczyło krążenie krwi, dlatego asekurując na stawisku „dogrzewałem” ręce w obszerniejszych, ale i mniej ciepłych rękawicach, w których starałem się intensywnie ruszać palcami… Myślę, że zdobyte doświadczenia i garść porad zawartych w tym artykule pomogą zwłaszcza początkującym wspinaczom w wyborze odpowiednich rękawic oraz mogą okazać się przydatne dla osób uprawiających inne formy sportów zimowych. Nie będę polecał Wam konkretnych modeli, konkretnych firm. Postaram się natomiast opisać zalety i wady rękawic które sam używałem, jak również wypunktować, najważniejsze moim zdaniem elementy na które warto zwrócić uwagę udając się do sklepu, czy dokonując zakupu w sieci. Mamy początek wiosny i nastał czas wyprzedaży sprzętu zimowego – to również bardzo dobra pora, by kupić w nieco bardziej przystępnych cenach upatrzone rękawiczki.

Dobór rękawic

Wychodzę z założenia, że początkujący wspinacz zimowy, to osoba która swój pierwszy sezon w Tatrach spędzi na raczej łatwych, mikstowych drogach, oferujących kompleksowe wspinanie w skale, trawach i śniegu, z dość sporą ilością śniegu w ścianie, co wymusza konieczność oczyszczania rzeźby ściany. To również wspinacz, który spróbuje wspinaczki lodowej, być może najpierw na wędkę, czy na drugiego oraz posiada jednocześnie za sobą kilkadziesiąt godzin treningu drytoolowego. Różne aktywności, różne cele i różne rękawice do wykorzystania. Jadąc w góry, na konkretną drogę mniej więcej wiemy czego się spodziewać w tym zakresie. Planując swój pierwszy sezon, możemy tak dobrać cele, by znacząco ograniczyć, do niezbędnego minimum, zestaw rękawic, ale proponuję by na początku, kierować się ideą: „ma być ciepło i wodoodpornie”.  I w tym oto miejscu dochodzimy do pierwszych zasad ogólnych:

  • w górach przydaje się kilka różnych typów rękawic,
  • na konkretnej drodze, możemy ograniczyć komplet zabieranych rękawic, wykluczając konieczność użycia konkretnego typu rękawicy (np. technicznych rękawic drytoolowych)
  • niezależnie od charakteru drogi i warunków pogodowych trzymajmy się zasady: minimum = 3 pary rękawiczek.

Wracając na chwilę do idei „ma być ciepło i wodoodpornie”. Oczywiście taka na ogół dość „pancerna rękawica” może znacząco ograniczyć naszą zdolność do wykonywania delikatnych operacji palcami, jak wpinki, czy zakładanie asekuracji, więc warto by zapewniała minimum sprawności w operacjach sprzętowych. Na pewno, na tym etapie należy wystrzegać się zdecydowanie zbyt dużych rozmiarowo rękawic – wówczas stanowczo za wiele czasu i energii zużyjemy na walkę ze sprzętem niż to konieczne. Poza tym nic tak nie irytuje jak rękawica zsuwająca się z rękojeści czekana, wciskające się w zamek karabinka końcówki palców, czy brak pewnego chwytu liny podczas asekuracji partnera. Z punktu widzenia wspinaczki mikstowej, czy lodowej w miarę kolejnych sezonów i nabytych doświadczeń, czy aspirując do coraz trudniejszych przejść coraz bardziej będziemy zmuszeni iść na kompromis względem idei „ciepło i wodoodpornie”. Nawet znaczące podniesienie swoich umiejętności drytoolowych, na pewnym poziomie dróg nie uchroni nas od zdjęcia rękawiczek w trudnościach, czy podczas zakładania asekuracji. Na początku jednak postaramy się, by nie towarzyszył nam ból związany z powrotem krążenia do zmarzniętych palców.

Na pierwszy sezon wspinaczkowy w Tatrach proponuję:

I para – rękawice wspinaczkowe (do prowadzenia, „mikstowe”)
II para – rękawice wspinaczkowe (do prowadzenia, „mikstowe”)
III para – łapawice stanowiskowe (ciepłe, do zregenerowania dłoni)

W zaproponowanym systemie brak rękawiczek technicznych; na ogół cienkich, ze świetnymi parametrami chwytnymi i „czuciem dziaby”. Te zostawiamy w domu i niech służą nam podczas treningów drytoolowych. Zabieramy dwie pary, podobnych do siebie rękawic do prowadzenia, które powinny cechować się: dużą odpornością na przysłowiowe „cioranie” (na początku będziemy sporo czyścić ścianę), dobrą izolacją cieplną, i wodoopornością. Na pewno sprawdzą się tu rękawiczki skórzane, bądź z dużą ilością skóry w obrębie chwytu i palców, z membraną i ociepliną w postaci wsadu thinsulate, czy primaloft. Podczas zakupu sugeruję dokładne przymierzenie rękawic, co raczej wyklucza zakupy „w ciemno” przez internet. Pamiętajmy, że szukamy sprzętu, który ma zagwarantować nam również sprawne zakładanie asekuracji oraz pewny chwyt czekana. W tym miejscu należy powiedzieć, że tak „zdefiniowane rękawiczki” oznaczają na ogół zakup markowego sprzętu. W „wersji budżetowej” proponuję by jedną z par rękawic wspinaczkowych zakupić w sklepie budowlanym, gdzie można trafić na solidne, bo zabezpieczające przed otarciami i zranieniem skórzane rękawice z ociepliną, posiadające ściągacz zachodzący za nadgarstek. Pamiętajmy o tym, że w ciągu jednego dnia wspinania zimowego nasze rękawice na pewno przemokną (niezależnie od tego, jaką posiadają membranę) i bardzo możliwe, że przynajmniej jedna para zesztywnieje pod wieczór, kiedy robi się zimniej. Dlatego warto używać ich na zmianę z rękawicami stanowiskowymi i podczas asekuracji partnera trzymać aktualnie używaną parę pod kurtką, jak najbliżej ciała, ale przy rozpiętej kurtce (membrana goretex musi oddychać). Powyższe uwagi warto mieć na względzie zwłaszcza, jeśli planujemy wspinanie następnego dnia. W skrajnych przypadkach pomimo dysponowania dwoma parami rękawiczek może okazać się, że następnego dnia nie mamy suchej pary.  Co do łapawic stanowiskowych, to mamy tu kilka patentów. Klasyczne, jednopalcowe, obszerne, nie rzadko z wypełnieniem puchowym, czy primaloftowym, wzmocnione od wewnętrznej strony dłoni skórą – to opcja idealna, bo gwarantująca maksimum ciepła. Ważne by zapewniały możliwość chwytu liny i sprawną obsługę przyrządu asekuracyjnego. Inne rozwiązanie to łapawica membranowa, również jednopalcowa i dość cienka, ale z osobną wkładką z grubego polara (300-tka), która często posiada „klapkę na palce”, przez co mamy możliwość szybkiego zdjęcia zewnętrznej łapawicy i wykonania bardziej skomplikowanych operacji sprzętowych. Pewną modyfikacją tego rozwiązania, jest założenie na „cieńszą” rękawicę wspinaczkową (np. wspomnianą budżetową/supermarketową) obszernej łapawicy puchowej.

Z czasem okaże się, że ten początkowy system musimy uzupełnić o kolejny typ rękawiczki, a mianowicie rękawice typu drytool. Te na ogół dedykowane przez speców od marketingu, choć i niejednokrotnie reklamowane przez znane w środowisku osoby, wypasione i super techniczne rękawiczki kosztują spore pieniądze. Poznacie je nie tylko po cenie, ale i po tym, że brak im warstwy ocieplającej, są niezwykle przylegające do ciała, mają długi opinający ściągacz sięgający daleko za nadgarstek, albo rzep, do pewnego ustabilizowania na dłoni, no i są niezwykle „chwytne”. Skórzane, bądź gumowe/syntetyczne wstawki na wewnętrznej stronie dłoni przekładają się na pewne trzymanie dziabki. Na pewno musimy je zabrać gdy czeka nas trudny mikst, podczas którego z całą pewnością przyjdzie nam zapomnieć o idei „ciepło i wodoodpornie” 🙂 Alternatywą cenową jest używanie KILKU par wielokrotnie tańszych rękawiczek „budowlanych” czy rowerowych – pamiętajmy jednak, by posiadały one zabezpieczenie na nadgarstki, w postaci ściągacza.

Tym samym, po jakimś czasie nasz system ewaluuje do postaci:

I para – rękawice techniczne (do trudnych prowadzeń, drytoolu)
II para – rękawice wspinaczkowe (do prowadzenia łatwiejszych wyciągów mikstowych i na wyciągi bardziej śnieżne, bądź do wspinania „na drugiego”)
III para – łapawice stanowiskowe (ciepłe, do zregenerowania dłoni).

Oczywiście, w zależności od warunków, typu drogi i jej długości, czy logistyki wyjazdu (schronisko, namiot, etc.) w ścianę zabierać będziemy minimum 3 pary rękawiczek. Na ogół jednak będzie to, kilka par rękawic technicznych, jedna para solidnych rękawic wspinaczkowych, łapawice i jedna para, z windblockerem schowana na sam koniec dnia, którą założymy na zejściu.

Moje rękawiczki i kilka porad zakupowych

Tak jak już wspomniałem, nie jest moim zamiarem polecanie Wam konkretnych modeli rękawic. Opiszę i pokarzę Wam swoje rękawiczki do prowadzeń, z tych bardziej pancernych, które używałem przez pierwsze lata wspinania. Nie wdając się w bardziej skrupulatne wyliczenia OBIE pary służyły mi:

  • przez około 150 godzin w Tatrach,
  • przez około 30 godzin podczas drytoolu na Zakrzówku,
  • przez około 50 godzin podczas narciarstwa zjazdowego,
  • przez około 30 godzin zimowej jazdy rowerem.

Obie pary dwukrotnie poddawałem „gruntownej renowacji” za pomocą nitki z igłą, jedną z par okleiłem plastrem materiałowym, żadnej z par nie traktowałem jakimkolwiek środkiem impregnującym.

I para: The North Face, z serii Summit Series, z membraną Gore-Tex i wkładką primaloft

tnf_22tnf_24

Bardzo udany zakup i po latach uważam, że nie zmarnowałem wydanych na nie pieniędzy. W momencie zakupu stanowiły średnią półkę cenową. Doskonale sprawdziła się w nich membrana – rękawiczka nie przemokła ani razu! To najważniejsza zaleta. Zawiodłem się natomiast na trwałości szwów – dość szybko zaczęły puszczać w obrębie palców, więc dość szybko zacząłem je cerować. Myślę, że powodu ich zbyt szybkiego rozpadu upatrywać należy w mojej nadmiernej ufności w „pancerność” całej konstrukcji 🙂 Bez większego certolenia się, na swoich pierwszych wspinaczkach ostro szorowałem nimi po granicie, więc w sumie musiały zacząć się pruć. Zresztą, przyglądnijcie się swoim ostrzom po dwóch-trzech wypadach w Tatry … robią się tępe szybciej niż chcielibyśmy.

Ewidentne plusy to:

  • obszycie dodatkową skórą palca wskazującego i nasady kciuka wraz z wnętrzem dłoni – poprawia chwytność, usprawnia trzymanie dziabki
  • skórzane palce wraz z końcówkami i „wybrania skóry” w obrębie stawów palcowych, dla lepszego zginania palców – świetne rozwiązanie, poprawiające mobilność palców, nie tamujące krążenia, przy zaciśniętej dłoni
  • gładkie, płaskie szwy od wewnątrz rękawicy – nic nie uwiera
  • brak szwów wyprowadzonych za zewnątrz rękawicy – wszystkie elementy zaszyte „do środka”, co gwarantuje większą trwałość
  • wszyta czerwona pętla z blokerem do zawieszenia rękawiczki na nadgarstku – możliwość zdjęcia rękawiczki w najmniej dogodnej sytuacji bez konieczności „zawracania sobie głowy co z nią dalej zrobić”
  • długi, sięgający daleko za nadgarstek materiał rękawicy zakończony wewnętrznym ściągaczem

tnf_23

Bardzo przydatny patent, widoczny na powyższym zdjęciu po lewej stronie. Proste rozwiązanie za pomocą którego szczelnie zamykamy rękawicę, przez co ograniczamy do zera możliwość wsypania się do niej śniegu, ale i ucieczkę ciepła. Z drugiej strony, jednym pociągnięciem np. zębami odblokowywujemy zamknięcie, przez co szybko możemy ściągnąć rękawicę. Wewnętrzny ściągacz przydaje się również, by zamknąć rękawiczki na czas, gdy odwieszamy je za pomocą czerwonych tasiemek nadgarstkowych. Na przykład: potrzebujemy wbić hak, krótkiego knifea. W rękawicach tego nie zrobimy, przynajmniej na początku potrzebujemy przytrzymać hak palcami. Po zdjęciu rękawic zamykamy je ścigaczem – wówczas podnosząc rece do góry, śnieg który zsypuje się nie wpadnie do rękawiczek.

tnf_27

  • wszyte w palce serdeczne czerwone tasiemki pod karabinek – możliwość podpięcia obu rękawic, jednym karabinkiem do uprzęży, w pozycji która uniemożliwia wsypanie się śniegu
  • wszyte plastikowe wkładki ochronne na zewnątrz palców – przydatna nie tylko dla narciarzy, ale i wspinających się ochrona palców
  • miękkie wykończenie kciuków – głównie do obcierania nosa 😉
  • plastikowy spinacz do łączenia obu rękawic – w sumie bajer, mało z niego korzystałem

tnf_26

II para: The North Face, z membraną HyVent i wewnętrzną rękawiczką polarową

tnf_11

tnf_12

Rękawiczki ciągle „markowe”, ale już w bardziej ekonomicznej wersji – dedykowane głównie dla narciarzy. W momencie zakupu plasowały się w stanach górnych dolnej półki cenowej tj. około 90-100 zł. Zaskoczeniem dla mnie było to, iż wielokrotnie okazywały się znacznie cieplejsze niż opisane wcześniej rękawiczki z Gore i Primaloftem. Membrana HyVent do końca trzymała dzielnie, więc pod względem wodoodporności nie mam im nic do zarzucenia. Nawet silnie już „napojone wodą” o dziwo całkiem dobrze grzały, w połączeniu z cieniutkimi, pięciopalczastymi i polarowymi rękawiczkami. Te ostatnie okazały się zresztą najbardziej czułym na zniszczenie elementem, więc po dwóch sezonach wymieniłem je na podobne rękawiczki z Decathlonu.

tnf_15

Jeśli zdecydujecie się na taki zakup, postarajcie się wybrać egzemplarz jak najlepiej dopasowany. Były to więc rękawice „ciepłe i suche”, ale już znacznie gorzej wypadały od poprzedniczek w zakresie dopasowanie, pewność chwytu, operacje sprzętowe. Po części wynikało to z ich konstrukcji; obszerna średnica palców, po to by pomieścić wkładkę polarową nie mogła gwarantować dobrego chwytu. Dlatego przez długi czas używałem je jako „rękawice stanowiskowe” – zapewniały szybkie rozgrzanie palców oraz bardzo dobrą, jak na potrzeby stanowiska, swobodę i chwytność. Poza tym miały wyżej ulokowany, bo w obrębie nadgarstka ściągacz oraz wszytą tasiemkę z blokerem, którą zakładałem na rękę, przed założeniem rękawicy. Fajnym patentem okazała się również niewielka kieszonka po zewnętrznej stronie rękawicy, w którą można było wcisnąć karnet narciarski, a podczas wspinania docieplacz.

tnf_13

Podobnie jak w przypadku poprzedniej pary, intensywne czyszczenie skały odbiło się na trwałości szwów w obrębie palców.

III para: rękawiczki zapasowe, z polartec-u, z wstawkami syntetycznymi

or_1

Kupiłem je jako rezerwę, rękawiczki podejściowe i do zejść w łatwym terenie. Dość ciepłe, choć przewiewne więc do stosowania w bezwietrznych warunkach. Dość szybko się zdefasonowały, co objawiło się zauważalnym „poszerzeniem” w palcach. Syntetyczne obszycia z czasem straciły swoje, ograniczone zresztą, właściwości chwytne. Nie mniej, kilkukrotnie były ostatnią parą suchych rękawic jakie miałem i wówczas, były najlepszymi rękawiczkami na świecie 😉

Na koniec

Ochrona rąk przed zimnem to temat całkiem ważki, wszak palce odmrozić można również w Tatrach. Zgubienie rękawic, to również całkiem powszechna sytuacja, nie mówiąc już o ich przypadkowym przemoczeniu – choćby w skutek zasypania śniegiem wnętrza, wspinania w płytach z cieknącą wodą, czy „załapania się” na skutki ocieplenia i zmiany warunków. W związku z tym polecam trzymania się zasady minimum 3 par rękawic, a w miarę gdy nasze sportowe aspiracje wzrosną, zabierania większej liczby cienkich, technicznych rękawiczek. Pamiętajmy również o tym, że dopóki intensywnie się ruszamy lekko zawilgocone rękawiczki wysuszymy najszybciej mając je na sobie, zwłaszcza w suchych warunkach. Stanowczo odradzam suszenie rękawiczek polarowych przy ognisku, zwłaszcza gdy pozostają one na naszych dłoniach… Podczas biwaku w namiocie, możemy spać z lekko zawilgoconymi rękawicami, o ile trzymamy je w górnej części śpiwora. Rozsądnie jest również zabierać ze sobą stosowny zapas nitki i grubą igłę, w celu zaszycia co większych rozdarć. W ostateczności przydaje się materiałowy, cienki plaster lekarski w szpuli, którym „tejpujemy” rękawiczki.

tnf_16

Na koniec zachęcam Was do dzielenia się uwagami, na temat Waszych doświadczeń w tym temacie.

2 Komentarzy

  1. Gosia

    Ciekawy wpis. Na następną zimę muszę sobie ogarnąć jakieś porządne rękawice, bo niby mam jakieś TNF wygrane w konkursie, ale i tak mi ręce marzną.

    Powtórz
    1. Krzysiek Sobiecki (Komentarze autora)

      Mam ten sam problem i zauważyłem, że im więcej nawodnię organizm, dzień przed i wcześnie rano, przed wyjściem w góry, tym mniejsze mam problemy z utrzymaniem ciepła w dłoniach. Wypijam około 1-1.5 litra płynów rano. Oczywiście, są „pewne skutki uboczne” tej metody … 😉

      Powtórz

Dodaj komentarz