Roztoczańska Wyprawka na Prima Aprilis – powrót

Niedziela. Czas powrotów. Rozjeżdżamy się w różnych kierunkach. Jedni wcześniej, samotnie, drudzy później, parami. Niektórzy mają w planach odwiedzić gminy, których brak im do kolekcji. Kolejny pogodny dzień – pora ruszać!

Droga 865 o poranku

Chłodny poranek witam z Transatlantykiem. Łączymy siły na pierwszych 43 km. Marek leci na Annopol, jak do Łańcuta. W lasach, które ciągną się na południowy-zachód od Narola jedziemy po zmianach. Kilka łagodnych podjazdów, pusta droga, równe tempo. Przyjemny początek dnia. Mijamy Żuków, Stary Lubliniec, w końcu pojawia się długi garb ze wsią Obsza. Czas szybko mija, dystans również, kilka rozpoczętych wątków w rozmowie, które nie znalazły swego końca. „Niebawem Zlot … nadrobimy” – myślę sobie. Tymczasem pora skręcać na południe. Krótkie pożegnanie na poboczu. Szybko wspinam się na kolejny garb, mijam kilka małych wiosek. Przede mną duży kompleks leśny, w który wjeżdżam za wsią Cewków. Dziurawy asfalt. Wyboje. Trudno tu o frajdę z jazdy, ale przynajmniej chowam się przed coraz mocniejszym, zachodnim wiatrem. W końcu nawierzchnia poprawia się i otoczony lasem, zupełnie sam jadę na Sieniawę. Przydałaby się lemondka, chętnie „położyłbym się” na kierownicy.

W lasach przed Sieniawą

W Sieniawie jestem ponownie, po kilkunastu latach nieobecności. Skręcam do parku, chcę zobaczyć zamek i otoczenie. Przyjemne słońce. Spacerowicze. Pary. Mam ochotę na kawę, ale jednocześnie, nie chcę zatrzymywać się na jakieś dłuższe postoje. W końcu Łańcut nie daleko, a tam czeka rodzina z obiadem :-).

Sieniawa

Przeskakuję nad Sanem, po chwili jestem na moście nad Wisłokiem. Wjeżdżam w szeroką dolinę tej rzeki. Północne zbocza. Sporo tu sosen, które porastają stare wydmy. W Korniaktowie Północnym skręcam w lewo i wiaduktem ponad autostradą A4 osiągam południowe zbocze doliny Wisłoka. Gładkie drogi, bliskość Łańcuta i kolarskie tradycje tego miasta dają o sobie znać – mijam kilkunastu szosowców, pojedynczo lub w grupach kręcących po okolicy. W końcu zawijam na wyremontowaną stację kolejową, kupuję bilet do Krakowa. Mam kilka godzin czasu, by odwiedzić rodzinę. Cudnie. W drzwiach babcinego domu pachnie obiad i kawa. Lubię tu być … bo dom, to ludzie, a nie miejsce. Babcia pokazuje nowe obrazy. Wujek opowiada o ostatnio czytanych książkach. Umawiamy się wstępnie na Tatry…

Dodaj komentarz