Podsumowanie maratonu Karpacki Hulaka 2018

Piątkowe popołudnie u podnóża Tatr Słowackich.

Druga edycja maratonu Karpacki Hulaka odbyła się w dniach 27-29.07.2018 r. W te niezwykle upalne ostatnie dni lipca, na indywidualnie zaplanowane trasy wyruszyło 27 osób.  Z różnych przyczyn, w domach pozostało 18 osób, figurujących na 45 osobowej liście startowej. Na umownym starcie wspólnym, w piątek o godzinie 6:00 spotkały się 4 osoby 🙂 Maraton ukończyło, zaliczając regulaminowe 7 punktów kontrolnych, 13 osób. Problemy techniczne, zdrowotne, motywacyjne, nawigacyjne, trudność trasy, czy upierdliwość kierownika składu PKP … nie pozwoliły dojechać do mety 14 osobom.

Tytuł Karpackiego Hulaki ad 2018 r. przypadł, podobnie jak rok wcześniej, Danielowi Śmieji, który trasę o długości 550 km przejechał w czasie 29 godzin i 56 minut, pokonując 8 928 m podjazdów.  Dalsze dwa miejsca zajęli odpowiednio Tomek Niepokój i Michał Więcki. Gratulacje! Pełna lista wyników – poniżej.

Trasa Daniela zawierała sporo skrótów terenowych oraz omijała punkt kontrolny w Dolinie Ziarskiej. Podobne podejście do wyboru punktów przyjęła część zawodników z pierwszej piątki, z tym, że swoje przejazdy oparli oni głównie, o warianty szosowe (T.Niepokój, M.Więcki, K.Sobiecki). Z rozmów jakie wiedliśmy podczas afterparty wynika, że każdy z tej trójki miał szansę na lepszy czas: Tomek jakby nieco za długo pospał na Magurce, Michał przez 3 godziny czekał na blady świt, po awarii świateł, a ja wiem, że dobre 120 minut zmitrężyłem kompletnie bez sensu na postojach. Inne rozwiązanie dotyczące trasy przyjął Grzegorz Rybkowski, który uplasował się tuż „za podium” i zrezygnował z punktu zlokalizowanego na Pogórzu Rożnowskim (Bacówka na Jamnej). Grzegorzowi udało się, przy okazji wejścia na Przehybę pobić rekord czasu, na ekstrawaganckim i kompletnie szalonym segmencie, o nazwie Kamerdolce i woda – 1.02 km, 18%, 186 m różnicy poziomów … forsującym południowo-zachodnie stoki Przehyby. Wariant zdobycia tego punktu wprost z Szlachtowej, choć kusił początkowo przyjazną drogą leśną, kończył się w stromym i kamienistym korycie potoku, którym należało wspiąć się wprost, pod sam wierzchołek. Bój na tej „ścianie płaczu” zakrawa na jeden z mitów tegorocznego Hulaki, o czym przekonać się można czytając choćby relacje Gavka Dobrowolskiego, czy Michała Sałabana. Ciekawe, że nieliczne tylko osoby wybrały opisane w sieci i zwizualizowane na mapach, warianty oficjalnych dróg rowerowych prowadzących z Sewerynówki dolinami potoków i dalej przez grzbiet Czeremchy, szlakiem niebieskim 🙂

„Różowa petarda na Przehybę”, czyli drogi rowerowe od Szczawnicy – oba warianty.

Kolejne miejsca przypadły kolegom z Klubu Kolarskiego Peleton Wadowice. Bogdan Porzuczek i Artur Byrski zajęli odpowiednio 6 i 7 miejsce, a z relacją Bogdana zapoznacie się bezpośrednio na stronie klubu. Poniżej 40 godzin na przejechanie swoich tras potrzebowali kolejni dwaj zawodnicy: Mariusz Cukierski (8 miejsce) i Marcin Piechota (9 miejsce).  Mariusz, co warto odnotować, przejechał jeden z najdłuższych dystansów (673 km) i wykręcił najlepszą średnią 26,5 km/h spośród wszystkich sklasyfikowanych osób.  Niestety kilka istotnych błędów nawigacyjnych sprawiło, że stracił sporo czasu, grzebiąc przez to szansę na miejsce na pudle. Ale jak sam pisze w relacji cyt.

Podsumowując, jestem mega zadowolony ze swojej dyspozycji sportowej, cały dystans udało się przejechać w wyznaczonej strefie względnego komfortu, bez żadnego kryzysu fizycznego. Sporo osób z dużo większym doświadczeniem mówiło mi, że wybrałem na start bardzo trudną imprezę. Błędy, jakich nie udało się uniknąć, to przede wszystkim bardzo zła nawigacja i kompletnie złe wytyczenie trasy.  … Już czekam na przyszłoroczną edycję.

więc, za rok, bogatszy o te doświadczenia, z pewnością poprawi swoją lokatę. Z kolei dla Marcina, Hulaka okazał się pierwszą i mam nadzieję, nie ostatnią imprezą sportową, po kilkuletniej przerwie od roweru. Marcin gustujący w jeździe po terenie i posiadający duże doświadczenie, z rowerowych imprez na orientację przejechał równo, bardzo ciekawie poprowadzoną trasę, z której zdąrzył już zamieścić w sieci materiał filmowy.

Pierwszą dziesiątkę zamyka Sylwek Banasik, znany również szerokiemu gronu jeżdżących rowerem, pod nickiem Bikeandfire. Startowaliśmy wspólnie w piątek o 6:00 i choć nie dane nam było spotkać się w górach, to dzięki zdjęciom i materiałom filmowym Sylwka, bardzo dobrze zapoznałem się z charakterem Jego trasy, do czego Was również zachęcam. Sylwek, ale również Gavek, Michał Sałaban i Tomek Niepokój bardzo aktywnie korzystali z #karpackihulaka i #karpackihulaka2018, czego dowody bez problemu znajdziecie na instagramie, czy facebooku. W tej „wirtualnej rywalizacji”, do której zachęcałem Was listownie, mnie osobiście najbardziej ujęły wpisy Gavka (11 miejsce). Czuje się w nich luz, dystans do siebie,  przygodę, przyprawione hulackim szaleństwem i chyba dzięki właśnie tym walorom, to Gavek zostaje zwycięzcą tegorocznego konkusu na relację z maratonu. Nagrodą jest zaproszenie na przyszłoroczną edycję i darmowy w niej udział 🙂 Brawo Gavek, a Wszystkim serdecznie DZIĘKUJĘ, za naprawdę sporo materiałów z Hulaki!

Na dwunastym miejscu uplasował się Jacek, który w góry wyruszył wprost z dworca PKP w Krakowie, po kilku godzinach spędzonych w pociągu. Zanim więc dotarłem na start, podobnie jaki i trzynasty na liście sklasyfikowanych, Krzysztof Wolański, mogłem już zobaczyć nocne zdjęcia Jacka z Kudłaczy, czy Jamnej.  Miks szosy i terenu z pewnością okazałby się dla Jacka szybką opcją trasy, gdyby nie awaria hamulców, w piątkowy wieczór, tuż po zjeździe z Wielickiej Doliny. Jacek był bliski rezygnacji z dalszej jazdy, wszak jazda po górach bez tylnego hamulca to średni pomysł, ale jednak po dotarciu na Obidową, postanowił kontynuować dalszą jazdę. Nic mnie tak nie ucieszyło podczas tegorocznego Hulaki, jak migocząca, tylna lampka Jego roweru, w sobotni, mglisty poranek, gdzieś za Makowem. Jacek po dojechaniu do Żywca i wizytach w kilku sklepach uporał się z defektem i dojechał na metę. Krzysiek zamykający listę zawodników, którzy ukończyli Hulakę, to zarazem autor najdłuższej trasy – 674 km.

Wsród osób, które wystartowały i nie ukończyły Hulaki, to los rozdawał różne karty. Jednym brakło szczęścia, więc spotkali na swej drodze np. psa, by scentrować koło, a potem, pomimo chęci powrotu na trasę, na ich drodze stanął uparty i nieprzejednany konduktor. Hipki wpadajcie za rok! Były awarie piast, była ściana Przehyby, pękające szytki w oldskulowym Romecie, na kompletnie w ciemno wybranej trasie, był zwyczajny pech, ale i problemy zdrowotne, kontuzje, czy brak motywacji do dalszej jazdy. Niektórym brakło czasu, by gonić na metę, ale za to przejechali się po górach. Mam nadzieję, że Wszyscy bawiliście się dobrze 😉

Kilka uwag na koniec

Lewy górny róg – Krzysiek W., Bikeandfire, Boguś i ja … piątek, tuż przed startem. Prawy górny róg – „chłopiec piękny i młody”, a poniżej Hipki. Prawy dolny róg – Turysta, Ryba, Bikeandfire, Emes, Krzysiek W. Lewy dolny róg – Gavek i Marcin.

Możliwość spotkania się w niedzielę w pobliżu mety, to był bardzo trafny krok, zdecydowanie na plus i wart kontynuacji na przyszłość. Sporo dały mi rozmowy z Wami o Hulace. Organizacyjnie obyło się bez większych wtop, choć fakt, że część z Was wyruszyła w trasę, bez pakietu startowego chluby mi nie przynosi. Powinienem zdecydowanie wcześniej wysłać do Was przesyłki pocztowe! Idea książeczki wyścigu przeszła długą drogę modyfikacji i w mojej ocenie, nie do końca się sprawdziła. Mam nadzieję, że stanowić bęzie dla Was formę pamiątki z tej imprezy. Martwi spora grupa osób, które choć zapisały się i opłaciły swój udział, nie stawiły się na Staromostowej 1. Wiem, że kilka osób z tej grupy, musiało z żalem zrezygnować ze startu, z powodów zawodowych, czy zdrowotnych. Osoby te planują zaliczyć Hulakę w formie brevetowej i już teraz, życzę im powodzenia i masy, pozytywnych wrażeń.

Zdjęcia z postów Michała, Sylwka, Piotra, Ryśka, Tomka, Gavka.

Za rok postaram się o monitoring jazdy, w oparciu o relację sms, znaną z Podróżnika, bądź nadajnik gps. Mam gotowe dwie różne wersje Hulaki ad 2019. Pierwsza, to kompilacja dwóch pierwszych edycji, a więc miks obowiązkowych segmentów i zupełnie nowych punktów kontrolnych, z opcją wyboru tych wymaganych do zaliczenia. Druga, to edycja stricte gravelowa, poprowadzona po śladzie, z punktu A do B i obliczona na kilka dni jazdy. Ile, tego jeszcze nie wiem, ale zamierzam objechać tę trasę podczas wrześniowego urlopu. Nie ukrywam, że bardzo liczę na Waszą pomoc i Wasz udział w współtworzeniu tej imprezy. Dlatego niebawem prześlę do wszystkich osób, które wystartowaly w Hulace mailing z linkiem do ankiety, o wypełnienie której już teraz, bardzo Was proszę. Karpacki Hulaka to ultramaraton rowerowy, który tworzony jest dla Was, sympatyków formuły samowystraczalnej, jazdy po górach, z zacięciem, do planowania własnej trasy. Ewentulana zmiana formuły, musiała by uzyskać więc Waszą akceptację.  Przypominam również o tym, że na Stravie funkcjonuje nasza strona klubowa, a sam maraton jeszcze w tym roku doczeka się własnej strony www.

Pozdrawiam – Krzysiek

Hulaka na FB

Hulaka na Instagramie

 

3 Komentarzy

  1. m.arek

    Gratulacje dla wszystkich, w szczególności dla zwycięzcy. W życiu jednak najlepszym hulaką nie jest ten, który najszybciej kończy, a ten, który wytrwa najdłużej 😉

    Powtórz
  2. renifer

    Dzięki dla Krzyśka, za formułę imprezy i jej poprowadzenie. Relacja barwna i myślę sprawiedliwa. Gratulacje dla zwycięzców i odważnych podjęcia hulaszczego współzawodnictwa. Stwierdzam to jako obserwator przy piwie. Trzymajcie się zdrowo i wesoło.

    Powtórz
  3. alpine21

    Gratulacje! Imprezy, trasy, wyniku i fajnej relacji!

    Powtórz

Dodaj komentarz