Rohacze i Wołowiec z doliny Rohackiej

Szlak:

Dolina Rohacka – Dolina Smutna – Przełęcz Smutna – Rohacz Płaczliwy 2126 m n.p.m.Rohacz Ostry 2072 m n.p.m. – Jamnicka Przeł. – Wołowiec – Rakoń – Dolina Rohacka

Czas przejścia: 8-9 godz.

Dystans: ok. 16.5 km

Suma podejść/zejść: ok. 1250 m

 

Przebieg szlaku Dolina Rohacka – Przeł. Smutna – Rohacze – Wołowiec – Dolina Rohacka. Mapa: materiały szkoleniowe PZA.

Tekst: Barbara Sobiecka
Zdjęcia: Barbara i Krzysztof Sobieccy

Wracamy w Tatry Zachodnie – Rohacze 😉

Czwarta rano, pobudka… Nieśmiała zapowiedź dnia, który stopniowo zamienia się, w lekko pochmurny, choć ciepły, letni poranek… Szybkie zrzucenie snu z powiek, podyktowane jakże znanym dreszczykiem emocji, towarzyszącym zawsze od lat podczas wyjazdów w Tatry. Bulgotanie parzonej kawy i unoszący się po całym mieszkaniu jej aromat od razu stawia na nogi… i niezmienny rytuał szykowania kanapek na drogę. Wyjazd 4.50, pusta droga i finisz o 7.00, na parkingu parę kilometrów za Zwierówką.

Na Przełęcz Smutną

Nasze wyjście na szlak rozpoczynamy o 7.10. Pierwsze 50 min. to monotonne, łagodne choć niezbyt przyjemne podejście drogą asfaltową Doliną Rohacką. Niebo nie wygląda zbyt obiecująco ale nauczeni już sporym doświadczeniem, wiemy że zapowiedź pogody rano nie oznacza tego co będzie się działo w kilka godzin później. Nawet nie zorientowaliśmy się kiedy oczom naszym ukazała się Tatliakowa Chata /Bufet Rohacki/, którą mijamy bez postoju, ruszając prosto na szlak. Pierwszy etap to wejście na Rakoń i dalsze maszerowanie granią przez Wołowiec na Rohacze. Po około 15 minutach orientujemy się, że idziemy złym szlakiem – to się jeszcze nie zdarzyło ;-)))). Cóż oznakowanie szlaków wyjściowych spod bufetu może lekko zdezorientować… Wracać? Szybka decyzja i zmieniamy plan pierwotny. Rozpoczynamy wycieczkę od wejścia na Przełęcz Smutną, skąd będziemy zdobywać Rohacze. Niebo wciąż ciężkie, wierzchołki szczytów jeszcze spowite w chmurach.
Szlak na Smutną Przełęcz nie należy do trudnych, jest dobrze przygotowany, górną część podejścia zdobywa się idąc zakosami. Muszę przyznać, że zarówno moje jak i Krzycha wspólne skojarzenie, to porównanie tej doliny do Doliny Pańszczycy, a szlak na Smutną Przełęcz do złudzenia przypomina podejście na Krzyżne. W górnych partiach towarzyszy nam świst tatrzańskiej wiewiórki Marmota mamrota 😉 – świstaka, który zresztą na chwilę ukazał się nieśmiało spod kamienia. Powietrze jest rześkie, poziom zadowolenia osiąga wartości absolutnie graniczne. Już dawno nie czułam się tak dobrze na szlaku.

Między Zwierówką, a doliną Smutną.

Przez Rohacze

Na Smutnej Przełęczy łapie oddech już kilka osób. Część właśnie schodzi z Rohaczy, część na nie się wybiera, nieliczni wybierają trasę na Banówkę. Po krótkiej przerwie ruszamy na „grań rohacką”. Nie ukrywam, że fragment szlaku wiodącego na Płaczliwy Rohacz wyzwolił we mnie niezwykłe, pozytywne emocje. Już dawno nie doświadczyłam w Tatrach zarówno mocnych wrażeń, związanych ze „wspinaczką” i pewnymi trudnościami, jak i wrażeń czysto estetycznych, wręcz sielankowych. Część tego szlaku wiedzie trawersem wzdłuż grani. Zbocze od tej strony pokrywa zielona łąka, która aż kusi aby się na niej położyć. Nieco dalej krajobraz obfituje w coś czego jeszcze nigdy nie widziałam w takim natężeniu: niezwykłe skupisko usypanych lub ułożonych /jak kto woli/ kamiennych kopczyków. Mijając ten swoisty „cmentarzyk” /takie było moje pierwsze skojarzenie/ rozpoczyna się podejście na szczyt Rohacza Płaczliwego. Szlak łatwo zgubić, ale w końcu zdobywamy wysokość 2126m n.p.m. i stajemy na wierzchołku. Tłumów na szczęście nie ma, widoki jakie się stąd rozpościerają – boskie.

Góra: Rochacze i Wołowiec z Przełęczy Smutnej. Na grzbiecie Rohacza Płaczliwego. Środek: radość na wierzchołku Rohacza Płaczliwego i widok na grań Rohacz Ostry – Wołowiec. Dół – flora, przestrzeń i zapowiedź dalszej trasy 😉

Na szczęście pogoda się poprawia, niebo nabiera dynamiki i wreszcie pojawia się słońce. Patrząc na zachód podziwiamy nietypowe jak na Tatry Zachodnie wysokogórskie otoczenie Banówki, na południu grań z dominującym szczytem Barańca, przecinającym dwie rozległe doliny Żarską i Jamnicką. Kierując oczy na północny zachód widnieje dalsza część naszego szlaku – szczyt Ostrego Rohacza i Wołowiec. Kilka kawałków czekolady i ruszamy dalej. Z rozwidlenia szlaków tuż pod szczytem Płaczliwego Rohacza piętrzy się Rohacz Ostry. Jego zdobycie wydaje się kwestią chwili. Nic bardziej mylnego – szlak wiedzie w trudnym terenie, liczne krótkie podejścia i zejścia, momentami z lekkimi trudnościami. Przed samym szczytem pokonujemy około 7 m niezbyt trudne zacięcie, zaopatrzone w łańcuch.
Zacięcie z łańcuchem pod szczytem Rohacza Ostrego. Na szczycie. Zejście przez "konia"

Zacięcie z łańcuchem pod szczytem Rohacza Ostrego. Na szczycie. Zejście przez „konia”

Szybko zdobywamy Ostry Rohacz, na którym nie ma zbyt wiele miejsca dla gromadzących się turystów. Schodzimy więc na nieco niższy wierzchołek, mijając eksponowany 5 m komin z łańcuchami. Widok imponujący. Odsłania się otoczenie Doliny Jamnickiej i grań Otargańców z sąsiadującą Raczkową Czubą, którą zdobyliśmy rok temu. Kusi szczyt Barańca… Rysujący się szlak na Wołowiec w porównaniu ze szlakiem rohackim wygląda jak droga szerokopasmowa z poboczem ;-). Na możliwość zejścia czekamy spokojnie, patrząc na nadciągające od strony Wołowca fale turystów, zmagających się mozolnie ze swoim strachem i możliwościami na około 10 m płycie, zwanej „koniem” i ubezpieczonej łańcuchem.

Przez Wołowiec do Doliny Rohackiej

Po dosłownie wstrzeleniu się między grupkę podchodzących turystów pokonujemy i tę trudność i rozpoczynamy żmudne zejście w dół. Szlak na tym odcinku jest dość stromy i co tu kryć wymagający. Z ulgą więc odpoczywamy na Jamnickiej Przełęczy. Stąd podziwiamy znajdujące się po obu stronach grani otoczenia dolin. Wejście na Wołowiec to około pół godziny. Okazuje się, że w górnej części podejścia tu też nie tak trudno „zgubić szlak”, co w tym przypadku oznacza rzecz jasna – „zejść ze znakowanej ścieżki” :-). Na Wołowcu tłumy ludzi. Nic dziwnego, to szczyt graniczny, na który można wejść od strony Doliny Wyżniej Chochołowskiej, z Rakonia, z Jarząbczego, czy z Rohaczy. Patrząc na to co się dzieje pod szczytem, można odnieść wrażenie, że to jakiś piknik. Ludzie porozsiadani na zboczach w promieniu 50m. Aż dziwi fakt, że całkiem blisko od nas czujnie towarzyszą nam dwie kozice.

Góra: w zejściu z Rohacza Ostergo; węzeł szlaków na Wołowcu, ścieżka na Rakoń. Dół: żywy drogowskaz, piknik na Rakoniu, zejście ku dolinie Rohackiej

Zaczyna mocniej wiać, więc decydujemy się na schodzenie w kierunku Rakonia. Tuż pod Wołowcem wiatr jak za dotknięciem magicznej różdżki cichnie, pogoda wyraźnie się stabilizuje, jest słonecznie i ciepło. Niestety zapomniałam już, jakie to zdradliwe. W parę godzin później przekonam się o tym boleśnie, patrząc na swoje ramiona i dekolt. Mijamy Rakoń, kierując się żółtym szlakiem na Przełęcz Zabrad. Oczy pławią się w sielskich kolorach zielonych zboczy, wspaniale kontrastujących z błękitem nieba. Na Przełęczy Zabrad kładziemy się na chwilę na trawie, podziwiając „amfiteatr rohacki”, który z tego miejsca jest zaiste imponujący.
"Amfiteatr Rohacki". Stoki Rakonia nad Doliną Rohacką. Stan w którym rodzą się pomysły ;-)

„Amfiteatr Rohacki”. Stoki Rakonia. Stan w którym „rodzą się” pomysły 😉

Przed nami ostatnie 30 min zejścia zielonym szlakiem do Bufetu Rohackiego. Szlak jest dość stromy, ale nie stanowi wielkich trudności. Na dole przy bufecie odnajdujemy źródło naszej pomyłki, związanej z wybraniem nie tego szlaku, który miał być początkiem naszej wycieczki. Znajdujemy zieloną strzałkę ledwo widoczną, namalowaną na boku kamienia. Odcinek szosowy trochę się dłuży, zwłaszcza, że zmęczenie daje o sobie trochę znać, a i słońce mocniej dopieka. Do samochodu docieramy o 16.10, zatem nasza wycieczka trwała 9 godzin – dłużej niż opisuje to Nyka w swoim przewodniku. Należy jednak wziąć pod uwagę nasze rozliczne postoje; a to na szczytach, a to na przełęczach, czy po prostu ot tak sobie…

Szlak niezwykle godny polecenia, bardzo przypominający szlaki te z Tatr Wysokich, a dodatkowo łączący malowniczość Tatr Zachodnich. Widok Grani Banówki, czy Barańca natchnął nas do snucia planów następnej wycieczki, tym razem w te właśnie okolice. Niewykluczone więc, że niebawem znów zagościmy w Tatrach Słowackich, tak przez nas ukochanych.

Trasa Šindľovec, rázcestie ↔ Šindľovec, rázcestie w serwisie mapa-turystyczna.pl

Dodaj komentarz